Dzisiejsze czytania

środa, 25 czerwca 2014

Spływ kajakowy

Nie zdążył wywietrzeć z ubrań zapach kadzidła z procesji Bożego Ciała, gdy zawiesiliśmy alby na wieszaki i wyruszyliśmy w teren. Główna część tegorocznego, zebranego przez nas funduszu ministranckiego została przeznaczona na refundacje zakupu nowych alb. Pozostałą część postanowiliśmy przeznaczyć na spływ kajakowy rzeką Świder. Do tego wodnego wyzwania stanęli lektorzy i najstarsi ministranci ze wsparciem ks. Marka. Spływ odbył się w sobotę 21 czerwca, dołączyliśmy do grupy z parafii Matki Bożej Nieustającej Pomocy na Saskiej Kępie.

Nasza wyprawa rozpoczęła się poranną mszą w kościele pw. św. Andrzeja Boboli przy ul. Nobla. Po mszy poznaliśmy szefa wyprawy - ks. Pawła Cieślika i zapakowaliśmy się do autokaru. Droga do Woli Karczewskiej minęła nam szybko. Przez cały czas jej trwania przedstawialiśmy się pozostałym uczestnikom spływu śpiewem (o treściach religijnych jak i wręcz przeciwnie). W tej działalności kluczą rolę odgrywała gra na gitarze, którą popisywali się Mateusz, Karol i Staś.

Na miejscu błyskawicznie zdjęliśmy buty, założyliśmy kapoki. Pozostało tylko zwodowanie kajaków i ruszyliśmy.

Mimo dokładnych instrukcji ks. Pawła, pierwsze mielizny, kamienie i powalone drzewa były konieczną pierwszą nauką dla wszystkich. 

Ze tak zdobytym doświadczenie spływ stawał się coraz przyjemniejszy. Można było się zachwycać pięknem otaczającej nas przyrody.

Wkrótce potem ta sielanka została brutalnie zakończona. W kilka minut niebo pociemniało i rozpoczęło się trwające około pół godziny oberwanie chmury.

Mimo tych przeciwności przyrody, duch wyprawy nie podupadł. Wkrótce osiągnęliśmy 1/3 trasy. Z racji, że zza chmur ponownie zaczęło wyglądać słońce, zatrzymaliśmy, aby się nieco podsuszyć.

Drugi etap naszej wyprawy minął spokojnie pod względem warunków atmosferycznych, jednak nie brakowało innych przygód. Gdy wszyscy dopłynęliśmy do Mlądza, rozpalaniu ogniska towarzyszyły opowieści z przebytego szlaku. Okazało się, że prawie każdy miał za sobą wywrotkę lub znaczny przechył, który skutkował nabranie wody do kajaka.

Jednak przy cieple ogniska szybko wszystko wyschło, a pyszne kiełbaski odbudowały zapasy energii.

Pozostał jedynie krótki kawałek do przepłynięcia. Praktyka pokazała, że zawierał on jednak najwięcej trudnych technicznie momentów na cały spływie. Trzy razy konieczne było przenoszenie kajaków, co po rozlewniwieniu jakie zapanowało po relaksie przy ognisku nie było łatwe.

Wreszcie zakończyliśmy nasz spływ na granicy Józefowa i Otwocka. Chociaż mokrzy i zmęczenie wszyscy byli bardzo zadowoleni z tak spędzonego dnia. Więcej zdjęć z tego wydarzenia, oczywiście można znaleźć w galerii.

Dziękujemy ks. Markowi za zorganizowanie naszej wyprawy, a także ks. Pawłowi za przygarnięcie nasz pod swoje skrzydła! A przede wszystkim, parafian - bez ich ofiarności w Wielką Sobotę i Trzech Króli, ten wyjazd nie mógł by się odbyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz