Dzisiejsze czytania

Kalendarz Możesz otrzymywać powiadomienia o wydarzeniach z kalendarza.

środa, 31 sierpnia 2016

Wyjazd do Wadowic

Po sukcesie zeszłorocznego wyjazdu, również w tym roku wyruszyliśmy w drogę. Celem trwającego od 16 do 19 sierpnia wyjazdu były Wadowice.


W zwartej i gotowej na wszystko grupie 13 osób ruszyliśmy rano z Kamionka. Podróż oczywiście nie mogła odbyć się bez przygód. Zwiedzanie Częstochowy, dzięki płatającej figle nawigacji GPS, było sporo dłuższe i dokładniejsze. Mimo tych problemów już około godziny 17 dotarliśmy na miejsce. Po rozpakowaniu się, pozostały czas spędziliśmy na rekonesansie po okolicy i podziwianiu górskich widoków.
widok z okna

Drugi dzień naszej wyprawy obfitował w masę emocji. Z samego rana ruszyliśmy do parku rozrywki Energylandia. Pozostaliśmy tam cały dzień testując najróżniejsze urządzenia.

Początek zwiedzania był od razu uderzeniem z największego kalibru. Rollecoaster Mayan, bo o nim mowa, to prędkości przekraczające 80 km/h, wysokość 33 m (czyli 10. piętro) i przeciążenia dochodzące do 5g (takie jak odczuwają piloci F16). Na tym filmiku można spróbować wyobrazić jakie przeżycia towarzyszyły podczas przejazdu.
W kolejce uśmiech mieszał się ze strachem

Po tym dość mocny przeżyciu, wybraliśmy się na znacznie mniejszy Dragon Rollecoaster. Choć po poprzednim doświadczeniu wydawał się mały i zupełnie niegroźny, parametry tego urządzenia sprawiają wrażenie: konstrukcja wysokości prawie 20 metrów, prędkość 75 km/h i przeciążenia dochodzące do prawie 3,5 g. Wszystko to było spotęgowane jednak dodatkowymi efektami, czyli wyjątkowym torem jazdy (nisko nad ziemią i blisko konstrukcji), prowadzonym blisko różnych przeszkód, przez budynki i tunele, co sprawiało wrażenie jakby w każdej chwili można było nogą zahaczyć o ziemię czy jedną z przeszkód. Namiastkę emocji można zobaczyć na tym filmie.

Kolejną atrakcją na naszej trasie był Rollecoaster F1. W przeciwieństwie do poprzednich, ta kolejka miała inną budowę. Zamiast podjazdu po górę, następował błyskawiczny start - w ciągu niecałych 3 sekund rozpędzało się do prędkości 85 km/h! Później oprócz znanych już przeciążeń dodatnich (do 4g), można było też poznać nowe uczucie przeciążenia ujemnego (-1g). Polecamy choćby filmową przejażdżkę.

Po tej solidnej dawce adrenaliny przyszedł czas na mniej ekstremalne emocje. Jazda samochodami i zderzanie się przyniosły mimo to tyle samo radości i śmiechu.

W tzw. międzyczasie obejrzeliśmy kilka pokazów m.in. piłkarskiego freestyle'u czy panowania nad piłką do kosza. Obejrzeliśmy też kino 7D. Eksplorowaliśmy również atrakcje wodne - tutaj nasze oczekiwania nie zostały do końca spełnione. 

Po tej chwili relaksu, żądza wrażeń zawołała braci Matysiaków na pozostałe ekstremalne atrakcje: Sapce Gun, czy Aztec Swing. Jednak wszyscy byli pod ogromnym wrażeniem atrakcji Space Booster. Podstawa tego urządzenia to ogromne ramię o średnicy 40 metrów poruszające się z niesamowitą prędkością dochodzącą do 100 km na godz. i generujące przeciążenie prawie 4g. Ani zdjęcia ani też film nie oddają jakie skurcze żołądka miało się od samego oglądania działania tego urządzenia. Tym większe było nasze wrażenie, gdy na taką przejażdżkę wybrali się Stefan i Stasio.

W ten sposób nie wiadomo kiedy minął cały dzień. Na sam koniec naszej wizyty w tym miejscu obejrzeliśmy również fire show. Akrobacje z różnymi płonącymi przedmiotami były imponujące (choć część z nich, dla osób pamiętających rozpalanie kadzielnicy za pomocą kaganka i denaturatu, była dziwnie znajoma ;) )

Zmęczeni tak ogromną dawką emocji ledwo dooglądaliśmy mecz Legii w eliminacjach do Ligi Mistrzów i poszliśmy spać.

Kolejny dzień rozpoczęliśmy od zwiedzania Wadowic. Obejrzeliśmy wadowicki rynek, na którym wciąż było widać ślady Światowych Dni Młodzieży. Ze względu na gorąco, zmieniliśmy tradycyjne wadowickie kremówki na lody.

Przez Bramę Miłosierdzia weszliśmy również do Bazyliki Mniejszej Ofiarowania NMP. W jej środku mogliśmy zobaczyć chrzcielnicę, przy której został ochrzczony św. Jan Paweł II, a także tron papieża Benedykta XVI. Naszą uwagę przykuły piękne polichromie na sklepieniu świątyni.

Wreszcie przyszedł czas na zwiedzanie Domu Rodzinnego Ojca Świętego Jana Pawła II. Znajduje się w nim muzeum poświęcona osobie papieża Polaka. Po gruntownej przebudowie zakończonej w 2014 roku, muzeum przemawiało wieloma nowoczesnymi środkami. Oprócz historii życia Jana Pawła, mogliśmy również poznać inne sławne osoby pochodzące z Wadowic.
fot. Dom Rodzinny Jana Pawła II
Na tym zakończyliśmy zwiedzanie tego miasta i ruszyliśmy do Zawoi. Tam zwyczajem z poprzedniego roku zdobyliśmy szczyt Mosorny Groń za pomocą kolei linowej.

Kolej linowa działa jedynie w sporych odstępach czasu dlatego po zachwyceniu się pięknymi widokami zostało nam jeszcze sporo wolnego czasu. Spożytkowaliśmy go grając w gry planszowe w schronisku. Po tej wyprawie skosztowaliśmy w karczmie lokalnych przysmaków. Najedzeni wróciliśmy do miejsca noclegu.

Z racji, że tego dnia program dnia zakończył się sporo wcześniej, była to świetna okazja do przetestowania atrakcji nam najbliższych. Cały wieczór spędziliśmy więc na basenie i w saunie. A następnie graliśmy w kręgle i bilard.

Wszystko co dobre, szybko się kończy. Dlatego następnego dnia rano spakowaliśmy się i ruszyliśmy do Warszawy. Nasza podróż nie mogła się obyć bez drobnych chochlików sprawianych przez nawigację GPS, ale mimo to o 18-tej bezpiecznie dotarliśmy na Kamionek.

Dużo więcej zdjęć z wyjazdu jest do obejrzenia pod tym linkiem.

Gorąco dziękujemy wszystkim, którzy umożliwili ten wyjazd! Przede wszystkim ks. Tomaszowi, który całą tę wyprawę zorganizował.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza